3 marca 2019

Niedziela, VIII Tydzień zwykły
Rok C, I

Ósma Niedziela zwykła

Nie zapomnij!

Weź udział we Mszy św.

Opłacalny trud kontrolowania swoich sądów

1. Wątek rozważań poprzedniej niedzieli snuje się dalej. Od przypomnienia o potrzebie niełatwego przebaczania winowajcom przechodzi Kościół do równie trudnej, a przecież niezbędnej w życiu chrześcijańskim, wytrwałej kontroli naszych sądów o bliźnich. Sądy takie się narzucają człowiekowi jako istocie rozumnej, gdy patrzy na życie otoczenia, a sam znając boskie normy moralne, wie, że one powściągają odruchy dyktowane przez instynkty. Dziś Kościół przypomni w czytaniach, zwłaszcza w Ewangelii, że istnieje granica, której nam w sądzeniu przekraczać nie wolno, gdyż byłaby to uzurpacja praw ostatecznego Sędziego, wszechwiedzącego Boga. On bowiem jeden zna do końca tajniki ludzkich sumień i dlatego sobie zastrzega wyrokowanie o stopniu winy grzeszącego. Różni nas od zwierząt dar mowy, a to wymaga, by z niego korzystać wydobywając z dobrego skarbca, z obfitości serca tylko rzeczy dobre. Tego rodzaju kontrola – to trud, który nie pozostaje daremny w Panu.

2. Mędrzec Pański podaje w formie przysłów refleksje dyktowane doświadczeniem, na które zresztą rozum nasz dziś także łatwo się godzi. Pamiętać jednak trzeba, że są to natchnione słowa Boże. Wspólnym mianownikiem dzisiejszego pouczenia jest tylko jeden ze sprawdzianów wartości człowieka, jakiego dostarczają jego własne rozumne wypowiedzi. Istnieje bowiem zależność słów człowieka od jego poprawnego rozumowania, które w ten właśnie spo­sób się ujawnia na zewnątrz i dopiero wtedy podlegać może słusznej ocenie. Pierwsze i ostatnie zdanie dzisiejszego urywku supo­nuje, że rozumowanie człowieka może być błędne, a ocena pochlebna jego wartości z naszej strony zbyt pochopna. Wiele refleksji wyraźnie sceptycznych na temat trafności ludzkiego poznania można znaleźć również w Księdze Koheleta. Serce w języku biblijnym, jak zresztą w ogóle u pisarzy starożytnych, to synonim tego, co najgłębsze w osobowości: sercem więc myśli, ocenia i planuje człowiek w Biblii.

Czytamy dziś samo zakończenie długiego wywodu Apostoła Pawła o powszechnym zmartwychwstaniu ciał podczas paruzji Chrystusa, wywodu kontynuowanego odcinkami od 5. niedzieli roku C. Prawdy tej z mocą bronił Apostoł jako ściśle powiązanej z Odkupieniem, które musi być pełne, obejmując całego człowieka, nie tylko jego duszę. Na tym dopiero tle można zrozumieć triumfalny ton dziś czytanego finału o naszym ostatecznym zwycięstwie, które zawdzięczać będziemy Chrystusowi. Po tych hymnicznych akordach Apostoł wysnuwa z nich praktyczny wniosek duszpasterski. Motywacja eschatologiczna, której prawie nie było w Starym Testamencie, występuje na pierwszy plan w listach apostołów jako znamienne novum większości ich pouczeń moralnych. Tu wniosek ma formę zachęty do ofiarnej gorliwości w pracy nad sobą. Dziełem Pańskim tutaj jest to, co Pan nakazał, a trud w Panu mówi o potrzebie prawdziwego wspieranego łaską wysiłku, który będzie z pewnością nagrodzony.

W Ewangelii mamy jakby krótki katechizm moralny, dalszy ciąg pouczeń poprzedniej niedzieli roku C. Jezus w trzech kolejnych sentencjach, równoległych do Mt (umieszczonych jednak w kilku róż­nych miejscach), najpierw piętnuje wadliwe postawy moralne, a potem podaje jeden ze sprawdzianów w rozeznawaniu ich wartości. Jakkolwiek te przestrogi wówczas demaskowały uroszczenia przywódców duchowych Izraela, głównie faryzeuszów, a potem przez pierwotny Kościół były kierowane do niepowołanych we wspólnotach nauczycieli, nie straciły dziś swej aktualności. Łatwo nam o sądy nieprzychylne, a korygując drugich bywamy ślepi: nie dostrzegamy własnych braków o wiele większych. Kto z nas jest na poziomie jedynego Nauczyciela – Chrystusa? Tylko prawdziwi uczniowie Chrystusa mogą innych prowadzić z łagodnością i wyrozumiale, nie potępiając w sądach człowieka. Nasze czyny mają być zgodne z prawymi intencjami, mają z nich się rodzić jak dobry owoc rodzi się tylko na dobrym drzewie.

3. Hasło niedzieli wyżej podane streszcza główną jej myśl teologiczną. Kontrola korzystania z daru mowy, różniącego nas od zwierząt, jest równie trudna, jak i opłacalna już tu w doczesności, ale zwłaszcza w rozliczeniu ostatecznym na sądzie Bożym. Trudność takiej samokontroli bierze początek z pychy, która rości sobie pretensje do wartościowania moralnego bliźnich. Owładnięci tym rodzajem pychy łatwo popadają w tragikomiczną sytuację ślepych przewodników innych ślepców. Natomiast doczesnym skutkiem samokontroli naszych sądów, określanej w tradycyjnej ascetyce mianem custodia oris, jest pozytywna ocena naszych wypowiedzi przez otoczenie. Samokontrola nie polega na samym tylko powściąganiu łatwych ocen, lecz na tym, by napełniać głębię serca nową postawą wobec bliźnich – Chrystusową wyrozumiałością i miłosierdziem. Ta postawa zaowocuje w sądach i w czynach, dokonanych w Panu, jedynym naszym ostatecznym Nauczycielu, który kiedyś będzie nas sądził.

4. Homilia idąc za myślą punktu 3 może szerzej omówić na szeregu przykładów zasadę szukania praktycznej granicy między dwoma rodzajami sądów. Jedne z nich są jeszcze dopuszczalne, niekiedy konieczne, inne zaś potępia Pan: Nie sądźcie, a nie będziecie sądzeni. Te ostatnie, już grzeszne, grożą nadto odzwajemnieniem nie ludzkim, lecz sądem eschatologicznym, bo taki jest sens tego zdania (passivum theologicum). Otrzymawszy od Boga rozum i objawione zasady moralne ma człowiek prawo i obowiązek oceniać fakty wraz z ich odchyleniem od norm moralnych. Będą to sądy w rodzaju: „Tak a tak nie powinno się postępować”. Natomiast częste oceny już człowieka w rodzaju: „To skończony łotr!” sięgają tam, gdzie wyrok należy tylko do Wszechwiedzącego Sędziego. Mocny przykład trudnej dla nas, a obowiązującej, więc możliwej do naśladowania postawy – to reakcja Jezusa na pytanie, czy schwytaną na cudzołóstwie kobietę należy ukamienować zgodnie z Torą (J 8,7).

Augustyn Jankowski OSB

Polecamy

Rozważanie pochodzi z książki wydanej przez Wydawnictwo Benedyktynów TYNIEC: Przy stole Słowa